niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 10: I w pewnym momencie pada kilka niepotrzebnych słów. Nie wiesz co powiedzieć, nagle nie wiesz dokąd iść, nie wiesz nawet co pomyśleć.


Bo czasem jest tak, że człowiek po prostu chce usiąść, żeby popłakać. I choćby nie wiadomo jak bardzo się powstrzymywał, łzy w końcu się pojawią. Pojawią się w momencie , gdy za oknem pojawi się jedynie blask księżyca oświetlający wnętrze ciemnego pokoju , a w pomieszczeniu rozlegnie się jedynie pisk głuchej ciszy , przerażającej swoją śpiewką... Słona ciecz spłynie delikatnie po wierzchu policzka , zabierając ze sobą w podróż cierpienie , ból , niedokończone sprawy które odbijają się w naszym umyśle niemalże w każdej chwili ... wszystko odejdzie dając ukojenie...
Chwilowe , gdyż niemożliwym jest policzyć tą ulotną jak mgła chwilę na wskazówkach zegara , ale jednak.. Myśl o tym , że przez moment może być lepiej.... Ona też pomaga. 
- Nie powinnaś po Nim płakać. Nie warto... Nie warto marnować łez na kogoś takiego... - jedna  , jedyna z barw której nie potrafiła zidentyfikować. Barwa , której właściciela miała już okazję poznać... Głos spokojny , a zarazem pewny wypowiedzianych słów.
-Co się stało z postanowieniem rozpoczęcia wszystkiego od nowa? Co zrobiłam nie tak? Gdzie do cholery popełniłam błąd? - łkanie zasiliło całkowicie drobną istotę ciała szatynki nie mogąc poradzić sobie z bezradnością , z uczuciem które powróciło .. obudziło się tego jednego dnia, w jednej chwili ponownie rujnując cały jej świat.. - Po jaką cholerę pojawił się w moim życiu , gdy już wszystko stało się prostsze? Wtedy, gdy na nowo odkryłam samą siebie.
 - Myślisz , że to możliwe ... - spojrzał na szatynkę istotą swoich niebieskich tęczówek analizując w głowie każdy jej najmniejszy ruch... każde drgnienie jej ciała , każdy oddech bojąc się o to , że za chwile , za jeden krótki moment zniknie... - Możliwe jest to , że zapomniałaś kim jesteś? Zapomniałaś, że możesz być wyjątkowa bez niego u Twojego boku? - wyjaśnił widząc niezrozumienie na twarzy Oliwii.
- Tamtej nocy udowodnił mi , że jestem nikim ... - jej głos załamał się , jakby nie mogąc przepuścić przez gardło dalszego biegu wydarzeń , większej ilości słów , która pomimo upływającego czasu stała się o wiele boleśniejsza. - Wy nie wiecie wszystkiego , nie zrozumiecie nigdy jak bardzo zmieniło to moje życie , jak wiele bólu pozostawiło , jaką ogromną niechęć, znieważenie , a na końcu bezsilność...- nie wiednie wtuliła się w ramiona mężczyzny oczekując jedynie wsparcia , wiedząc iż nikt nie okaże jej szczerego zrozumienia. 
- Nie możesz patrzeć na świat przez pryzmat jego spojrzenia , nie możesz porównywać teraźniejszości z przeszłością ... One nigdy nie będą takie same Oli.. Nigdy nie będą... - uśmiechnął się delikatnie chcąc ukazać jak wielkie ma dla Niego znaczenie dobro dziewczyny , jak dużo znaczy dla Niego szczęście tych zielonych tęczówek... Dlaczego? W życiu bywa tak , że te najskrytsze , mało doceniane uczucia są tymi najważniejszymi...
- Już dawno przestałam patrzeć na życie , jego barwami. - mówiła , a jej słone łzy zasilały błękit jego koszuli wtapiając się w nią przynosząc ukojenie. - To już minęło. Wiem. Minęło , a mnie z każdym dniem jest trudniej , szczególnie teraz gdy on jest tak blisko , gdy każde jego spojrzenie w moim kierunku jest tak pożądane , a jednocześnie tak krzywdzące.. Te oczy , czekoladowa magia mojego wszechświata ... One są obecne cały czas w moim życiu... Codziennie patrzę w nie i wiem , że pomimo tak ogromnego bólu to nie był błąd... Pomimo cierpienia otrzymałam również szczęście ... Szczęście , które cieszy , a jednocześnie rani wspomnieniami...
- Powiedź mu o tym ... Powiedź to co teraz mówisz mnie. Powiedź , że pomimo tego co się wydarzyło Ty nadal kochasz , potrzebujesz , pragniesz jego obecności w swoim życiu... - delikatnie uniósł podbródek Polki ku górze , by móc spojrzeć w teksturę jej morskich oczu, tak , aby uświadomić jej że to jedyna z możliwości , aby wszystko odeszło w dal , aby życie okazało się być prostsze ... Czy to możliwe? 
- To zbyt wiele skomplikuje. - skwitowała ostatecznie kierując się w stronę wyjścia z hotelowego pokoju. - Zrujnuje mnie , pozbawi sztucznego szczęścia innych... Nie chce burzyć świata komuś , kto tak bardzo namieszał w moim...- zakończyła wybiegając w pomieszczenia. Jej przyćmione łzami oczy traciły wyrazistość ukazując jednocześnie jak bardzo potrzebuje wsparcia , właśnie tej jednej osoby ... Jednej jedynej dla której szczęścia komplikuje coraz bardziej istotę swojego żywota...
Dlaczego? 
Uczucia jakim jest miłość nie da się racjonalnie wytłumaczyć... Nie można zapytać ' Dlaczego' , bo odpowiedź na to pytanie nigdy istnieć nie będzie.
....
- Zaczekaj! - ostoja jej marzeń , prawdomówność umysłu , spełnienie snów ... Jego ramiona w których mogłaby przebywać godzinami... Jedno słowo , wystarczyło by za miliony kolejno wypowiedzianych słów, jeden , krótki dotyk oddał by chwałę tym wszystkim zbliżeniom o których marzyła ... Jeden uścisk silnych ramion wystarczył, aby mozaika jej emocji całkowicie się rozmyła tworząc otchłań...
- Zostaw! Zapomnij! Zniknij z mojego życia! - krzyczała uderzając pięściami w klatkę piersiową chłopaka , odczuwając przy tym jedynie chwilowe ukojenie. Jej śniada cera , stała się jeszcze bledsza niżeli miało to miejsce kilka chwil wcześniej , osłaniając jedynie powłokę jej zaczerwienionych od płaczu oczu...
- Kocham Cię... Kocham ... - wyszeptał zamykając jej kruche ciało w szczelnym uścisku , nie zważając na wrzaski czy opór z jej strony... Nie wierząc w to co docierało do jego uszu jak niechciana melodia znienawidzonego utworu... Dając wiarę jedynie gestom Jaworskiej... Gestom , histerii której przejawem się kierował... Wiarę w to , że pomiędzy całą poświatą emocji , tych negatywnych , tych których okazywania się od zawsze obawiał jest miejsce dla Niego. Specjalny zakątek w jej wnętrzu , który należy całkowicie do jego osoby. Miejsce , w którym zadomowił się już wiele lat temu , w miejscu w którym pomimo tego , że odszedł pozostał. Pozostał w jej umyśle , marzeniach , snach .. W miejscu , które było ich wspólnym domem. W sercu.
- Obiecaj , że wszystko będzie dobrze.. Że to kolejna bajka z happy end'em. Obiecaj Gregor. Obiecaj... - szeptała przymykając powieki wtulona w ramiona Austriaka. Ból jakby zanikł spowodowany jego bliskością , ciepłem które opięło ją całą , wonią perfum , która jakby momentalnie przejęła kontrolę nad drżeniem jej sylwetki.
- Obiecuję. - wyszeptał po czym złożył na czubku jej głowy delikatny całus , po czym momentalnie umocnił uścisk , tak jakby obawiając się że za kilka chwil bańka mydlana pęknie , tak jakby wiedział coś co nie pozwala dać mu wiary we własne zapewnienia... Posiadał wiedzę o czymś co mogłoby zranić Oliwię po raz kolejny , a przecież on nie chciał jej skrzywdzić. Nie chciał być sprawcą kolejnych łez na jej policzkach , sprawcę bólu , którego nie potrafiłby opanować , bo przecież to prawda boli najbardziej... Ale czyż nie jest tak , że przekazując człowiekowi swoje myśli , wyznając nawet najgorsze do zniesienia informacje nawet raniąc go chronimy. Ustrzegamy przed myślą, że pomimo tego całego zła jest na świecie osoba , która skreślając wszystkie nasze marzenia nie potrafi Nas okłamywać... Życie w nieświadomości krzywdzi. Więc po co skłamał? Po jaką cholerę składał obietnicę , której nigdy nie będzie mógł dotrzymać? Odpowiedź jest bardzo prosta.
Przez moment, jedną krótką chwilę chciał żyć ze świadomością , że uśmiech , który gości na twarzy Oliwii , nawet ten najmniejszy jej wywołany za jego sprawą , że to chwilowe szczęście , które odczuwa ... że to on dał jej te kilka sekund przyjemności... Że to on po raz pierwszy nie zranił.

ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ


Decyzje , które podejmuje się w ułamku sekundy, zawsze odkrywają Naszą prawdziwą naturę , nasze autentyczne ja...
Kiedy przychodzi ten ułamek sekundy nie powinniśmy analizować, odgadywać cudzych zamiarów , nie powinniśmy zwracać uwagi na to co inni chcą usłyszeć tylko mówić to czego pragnie każde z Nas... czego chce , oczekuje , co sprawi , że to właśnie my będziemy tymi najważniejszymi... Tak powinno być. A dlaczego nie jest?
Bo życie to nie historia jak z baśni , a historia każdego z Nas.
Inna , niepowtarzalna chociaż czasami wydaje się Nam być podobna do innych , ale tak nie jest... Nigdy nie będzie...
A życie? Upomni się o swoje, otrzeźwi Nasz umysł , ukaże się w najmniej oczekiwanym momencie... Oczekując wyjaśnień , oczekując spełniania obietnic danych innym ... Oczekując jedynie konsekwencji , bo tam gdzieś na drugim końcu świata , według Nas tak odległego zakątka ziemi jest ktoś dla kogo jesteśmy tak samo ważni , jak ta osoba która zalega w Naszych ramionach. 
- Obiecałeś coś mnie, obiecałeś Oliwii, a co obiecasz Naszemu dziecku Gregor? Jaką obietnicę złożysz temu maleństwu , które niedługo zjawi się na świecie? - głos  roztrzęsionej blondynki rozległ się w hotelowym korytarzu powodując spustoszenie.  Pobojowisko zagmatwanych uczuć , które przez kilka chwil miały szansę utrzymać się na powierzchni... Dla których jedno słowo wydobyte z ust Sandry oznaczało jedynie koniec.  Koniec bez happy end'u , który odszedł w zapomnienie pozostawiając jedynie pustkę...
- Znów to zrobiłeś.  Obiecałeś wiedząc , że nie dotrzymasz słowa... Znów.. - powinna przyzwyczaić się do łez , które coraz częściej się pojawiały , które z dnia na dzień stawały się czymś co przypomina jej życie ... słoną cieczą uciekającą przez palce ... Czymś nad czym nie mogła już zapanować , a myśląc że ma nad tą rzeką jakąkolwiek kontrolę oszukiwała samą siebie...
- Chciałem , żebyś choć przez chwilę...-  Mówi się , że łzy są kroplami krwi duszy. Jego dusza krwawiła z bezsilności , z bezradności nad losem jaki sam sobie budował stawiając kolejne kroki ku kłamstwom... Łzy , które bezwładnie wypływały z magicznego oceanu czekoladowych tęczówek Schlierenzauera . Łzy , które nie niosły ukojenia , a jedynie potęgowały prawdę.
- Nic już nie mów. Nic... - kroki ku nowemu życiu stawiamy zazwyczaj niepewnie , w obawie przed tym co Nas spotka tam po drugiej stronie. Stronie pozbawionej ludzi , którzy tak naprawdę się dla Nas liczą... Ona wiedziała... Biegnąc przed siebie , biegła ze świadomością tego co jest po drugiej stronie... Jedynie pisk opon , głuchy odgłos bezwładnie opadającego ciała i widok niebieskiej istoty źrenic blondyna , gdy po raz ostatni zamknęła oczy..
- Michael.
 ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ

Pomimo tego jak bardzo chciałaby teraz być z nim pośród cichej nocy opustoszałego miasta. Znaleźć ukojenie w delikatnym odcieniu jego tęczówek i zdobyć się na ten gram odwagi, by powiedzieć mu prawdę o tym, co czuję, o tym jak wiele się zmieniło po ich pierwszym spotkaniu... Poczuć ciepło jego warg na czole - znak tego, że zrozumiał. Obietnicę, iż nie zostawi jej po raz kolejny nie mogła tego uczynić. Nie mogła wykonać najbanalniejszej z czynności jaką okazało się być pozostanie na własnym oddechu , nie mogła najnormalniej w świcie unieść powiek ku górze , gdy za oknem pojawiło się słońce , nie mogła wypowiedzieć , jednego krótkiego zdania , gdy obok niej tyle się działo...

-  Musisz w siebie uwierzyć, mała... - zaczął swój kolejny wywód. Rozmowę , którą prowadził każdego dnia. Rozmowę sam ze sobą , rozmową dzięki której wiedział , że robi cokolwiek by jej pomóc ... By pomóc wrócić jej do tego co na Nią czeka. Że wierzy ... Pokłada wiarę w to , że pomimo tego iż jest nieprzytomna to go słyszy i wie , że ma dla kogo po raz kolejny otworzyć powieki, uśmiechnąć się , czy nawet zapłakać ... Ma dla kogo żyć.... 
-  Jeśli Ty tego nie zrobisz, to nie znajdziesz miejsca, gdzie jeszcze będziesz szczęśliwa. Inni mogą mówić, jest cudownie, że dobrze, że najlepiej i idealnie, ale najważniejsze żebyś mogła powiedzieć to też Ty. - jego silna dłoń z uczuciem ściskała drobną dłoń Jaworskiej , jakby przekazując jej ciepło jego ciała , energię , która doda odwagi do stawienia czoła przeciwnością...
- Wiem, czasami trudno się podnieść kiedy ostatnio życie robiło wszystko, aby utrudnić krok w przód, ale jeśli nie teraz to kiedy? Bo przyjdzie moment kiedy będzie za późno na wiarę i wiesz co wtedy? Dopalisz się w ciszy, spłoniesz na marne.- zbliżając swoje usta do ich splecionych dłoni przymknął powieki wypuszczając głośno powietrze nagromadzone w płucach.. - Oli uwierz w siebie.... - wyszeptał składając całus na istocie ich dłoni.

ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ

Gregor.
Nie chce wiedzieć co narobiłem. Nie chce wiedzieć jak wiele błędów popełniłem , a ile jeszcze jest ich przede mną. Dlaczego?
Dlaczego to on teraz siedzi przy Twoim łóżku , a nie ja? Dlaczego to ja deklaruję miłość , a on jedynie przyjaźń skoro wszystko wygląda zupełnie inaczej?
Dlaczego moje życie jest jak niekończąca się karuzela , którą co rusz rozkręcam...
Adrenalina? Już jej dość w moim życiu. Zbyt wiele , abym to ja to udźwignął.
Nie potrafię , nie umiem żyć już z dnia na dzień. Nie mogę nie martwić się przyszłością , gdy obawiam się tego co jest tu i teraz. Boję się teraźniejszość. Życia w którym nie będzie jej. Życia w którym będzie wszystko inne , ale nie ona.. Dnia bez jej imienia na moich ustach.. Nocy , bez jej obecności w moich snach... 
Będę ojcem. Ja. Ojcem.
Przecież to jest niedorzeczne tak samo jak myśl o tym , że Sandra jest w ciąży. 
Badania , zdjęcia USG wiem. Medycyna nie kłamie... Rzeczywistość nie jest łaskawa , a ja nie jestem jedyną osobą skrzywdzoną przez los... 
Egoista. 
To ja krzywdziłem , wymagałem , wykorzystywałem ... a teraz?
Pokutuje.
Czy dziecko może być pokutą? Karą? 
Mam taki cholerny mętlik w głowie , że nawet tak wspaniała istota jaką jest ten malec stała się dla mnie katorgą.  
Nie poznaję sam siebie...
A może nigdy nie poznałem siebie tak naprawdę.

Thomas.
Nie wiem co się dzieje. Nikt nie odbiera moich telefonów . Nikt do cholery nie czuje powinności , aby poinformować mnie o czymkolwiek , a czuję że coś jest nie tak. 
Ten wewnętrzny niepokój sprawia , że każda z kolejnych nocy w oczekiwaniu na powrót na zgrupowanie duży się niemiłosiernie.
A ja? Nie mogę nic zrobić będąc tutaj. Będąc w Austrii.
Układając na nowo swoje życie , a raczej próbując sprowadzić jej na właściwy tor gubię się..
Gubię się w labiryncie własnych wyborów , decyzji ... może i własnej głupoty.
Kristina , Sylwia... 
Wiem , że życie u boku blondynki nie ma już najmniejszego sensu... U boku każdej z nich.
Myśląc , że było dobrze oszukiwałem sam siebie , każdego dnia. 
Kłamałem patrząc codziennie w lustro... 
Wstyd się przyznać , jak życie potrafi zaburzyć własne wartości ...
Jak to my mimo wszystkiego co Nas otacza żyjemy we własnej bajce, którą nazywamy szczęściem..
Pozornym rzecz jasna , ale szczęściem.
Czas się obudzić ... Czas otworzyć oczy i realizować założone cele krok po kroku...
Bo przecież liczy się to jak kończymy , a nie ilość kolejnych powrotów na linię ' Startu'.


-----------------
Sama sobie nie wierzę , że to miesiąc. 
Ponad miesiąc mnie tu nie było.
Jeżeli ktokolwiek czekał na rozdział to wybaczcie.
Życie... Niekończąca się karuzela.
Motywacja? Tylko i wyłącznie od Was.
Czytasz- komentuj- motywuj!

Wasza Ann.

schöne Momente!♥
Wir haben es!



czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 9: Od słowa zaczyna się życie i na słowach kończy.



I po raz kolejny życie udowodniło swoją wyższość nad Nim samym. Po raz wtórny dał sie ponieść pożądaniu odsuwając w kąt wszystko co stało się ważne, może i najważniejsze...
Wykonał kolejny z ruchów , które planował , a którym nie chciał się poddać . Teraz jedynie żałował. Po czasie. Po tym jak już wykonał wszystko czego chciała.  Wszystko czego zapragnęła , a co on zechciał jej podarować.  Życie bywa okrutne, pełne bólu i cierpienia a chwile szczęścia często bywają nie do zauważenia ale mimo to i tak ... Wystarczy tylko to zauważyć i wyciągnąć rękę po szczęście, wystarczy nauczyć się wyciągnąć wnioski ze swoich czynów , by uniknąć konsekwencji popełnionych błędów... Ale czy to w ogóle było możliwe ... Czy on potrafił ocenić powagę swoich wybryków? Czynów , które nie tylko dają przyjemność , ale i ranią inne z osób będących w około. Osób , które na pozór mogą być nieważne , ale w rzeczywistości prawda wyglądała zupełnie inaczej.
- Oli , zaczekaj. Oliwia! - krzyknął podążając za szatynką krok w krok. Przemierzając wzrokiem każdy centymetr jej ciała z widocznym pożądaniem , z chęcią zamiany z nią chociażby jednego ze słów. - Proszę  Cię , zaczekaj! - krzyknął pociągając Jaworską za ramię , by sprowokować jej sylwetkę do zatrzymania się.
- W czym mogę Panu pomóc? - odezwała się nieudolnie próbując  zapanować nad drżeniem swoich rąk. Nad głosem , który z każdym słowem stawał się coraz bardziej zniekształcony. Widok mężczyzny , który z taką determinacją próbował zapanować nad jej zachowaniem , zapanować nad Nią zadawał coraz to większy ból. Widok , w którym w jej mniemaniu szatyn nadal przebywał w ramionach Maii mimo tego iż stał przed Nią.
- Przestań do cholery się tak zachowywać! Przestań! - krzyczał czując iż jego serce krwawi w niewyjaśniony dla niego sposób , łamię się pod wpływem obojętności ze strony Polki. Zachowania , którego nie potrafił pojąć , ocenić jednakże starał się zrozumieć ... Miała prawo. Prawo do tego , aby traktować go jak powietrze , jak kogoś kto jest , ale za chwilę może zniknąć... Może tak byłoby lepiej? Aczkolwiek ta wiedza nie przeszkadzała mu w odczuwaniu pragnień w stosunku do konwersacji z Oliwią... Wytłumaczenia wszystkiego , oczekiwania zrozumienia...
- Jak zachowywać? Nie rozumiem. - zadrżała wypowiadając kolejne za słów. Jej ciało jak za każdym bliskim zetknięciem się z postacią szatyna wydało kolejny głuchy , ale jakże przeraźliwy krzyk. Pisk , który słyszała jedynie ona... wiedząc jaki ból właśnie jest jej zadawany. - Czego Pan ode mnie oczekuje ? - drążyła nadal czując jak wiele ryzykuje wypowiadając kolejne z myśli.
- Zbyt wiele Nas łączy żebyś mogła udawać że mnie nie znasz. Zbyt wiele Oli, zbyt wiele słyszysz... - szeptał patrząc z wyraźnym bólem w istotę zielonych tęczówek kobiety. Tak jakby to miałby być jego ostatnie słowa , słowa które tylko ona ma prawo usłyszeć , tylko ona ma prawo posiadać wiedzę o jego uczuciach... O tym co dzieję się z jego duszą od momentu kiedy dopuścił do siebie prawdę.
- Nie łączy Nas już nic.  - zakomunikowała przymykając na moment powieki , tak aby nie pozwolić sobie na dalszy rozwój tego co właśnie tworzy się w jej sercu... Czegoś czemu mogła nadać  miano uczucia. Bo przecież pomimo tylu sprzecznych sytuacji , tylu niespełnionych deklaracji ona nadal czuła. Kochała. Trudną i niewytłumaczalną miłością , ale jednak kochała... - Według Ciebie nic Nas nigdy nie łączyło , więc nie wiem co Ty starasz się zainsynuować Gregor.... - Wiadome jest iż miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku, a to w ich przypadku stało się granicą cudu... Cudu , który nigdy się nie wydarzy.
- Oli ... - zaczął ciężko ujmując w swe dłonie drobną istotę dłoni szatynki. Tak kruchą , bezbronną , taką jaką śmiał sobie ją wyobrażać , taką którą chciał mieć przy sobie chociaż przez chwilę... - Żadne moje słowa , żadne przeprosiny nic tutaj nie zmienią bo wiem jak bardzo Cię zraniłem... Nie mam prawa żądać od Ciebie...
- Więc nie żądaj. Nie mów ... Odejdź i nie wracaj już nigdy więcej... - wtrąciła nie pozwalając  jednocześnie na ukończenie wypowiedzi Austriakowi... Tyle zbędnych słów, tyle myśli które nie miały prawa aby ujrzeć to światło dzienne , które zapragnęły.  Zbyt wiele by zniszczyły. Zbyt wiele mogły zaburzyć , aby pozwolić im na swobodne wykonywanie ruchów.
- Dlaczego nie chcesz mnie wysłuchać?! Dlaczego nie dasz mi tej cholernej szansy , abym mógł Ci wszystko wyjaśnić ?! Dlaczego Oli , dlaczego?! - drążył zaciskając na ramionach Jaworskiej swoje dłonie. Tak silnie jakby poprzez nieopanowane ruchy ciała chciał ukazać co tak naprawdę dzieję się w jego rozjuszonym wnętrzu.... Jakby poprzez ból fizyczny który zadawał Oliwii ukazał również swoje konające serce.
- Nigdy nie dałeś mi szansy wyjaśnić Gregor , nigdy nawet przez moment nie pomyślałeś jak wiele się zmieniło we mnie od tamtego dnia , jak bardzo zmieniłam się ja...- prychnęła robiąc  to nie do końca świadomie. Ironizując. Po jej policzkach spłynęły słone łzy, które tak niezdarnie starała się osuszyć. - Ty mnie zmieniłeś Schlieri. Ty i Twoja obojętność w stosunku do moich uczuć. To Ty odpowiadasz za to co się działo , za to co się dzieję teraz ...
- Ciiii - wyszeptał wpijając się w pełne usta zaskoczonej szatynki , jakby przekazując jej tym iż jej słowa nie robią na Nim żadnego wrażenia... Nie takiego jakiego mogłaby się spodziewać wypowiadając je. Tak bardzo chciał , aby poczuła po raz drugi to co czuła tamtej nocy. Ich wspólnej nocy , kiedy każdy jego pocałunek był na wagę złota , kiedy jej serce płonęło ukazując wielkość jej uczucia , kiedy była szczęśliwa nie wiedząc jeszcze co przyniesie poranek.
Uwielbiała Jego obecność, niczym dziecko zimę. uwielbiała dotyk, który był dla niej jak lodowaty puch na przełomie grudnia i stycznia dla tych krasnali w kolorowych kurtkach biegających po podwórku rzucając się śnieżkami. Uwielbiała jak Jego oddech owiewa jej twarz, a policzki, niczym od mroźnego powietrza, rumienią się.... Wspominała każde muśnięcie jego ust , dla którego zdolna byłaby zrobić tak wiele...
- Gregor! - zdało się usłyszeć kobiecy głos , który swoim brzmieniem zmusił Oliwię do opuszczenia rozpalonych ust Schlierenzauera. Wzrok niezbyt  wysokiej blondynki wędrował zaciekle po postaci obu osób stojących na przeciw niej... wzrok , który swoim przekazem wyrażał o wiele więcej niżeli miliony przykrych obelg , ale również okazywał jak wiele emocji składa się teraz na jej postać.  - Od czego Ty właściwie chciałeś odpocząć , co?! Od czego do cholery! - rzuciła się na mężczyznę nieukrywającego zaskoczenia związanego z jej obecnością. - A ona to co?! Kolejna dziwka , którą już zdążyłeś zaliczyć? - kontynuowała rozżalona tonąc we łzach , które właśnie zasiliły jej zaróżowiałe policzki.
- Uspokój się do cholery jasnej! - wrzasnął na całe gardło trzęsąc delikatnie blondynką , by choć na moment opanowała emocje. By swoje nieuzasadnione jak dla niego pretensje zachowała na później... Machinalnie do jego umysłu napłynęła fala tłumaczeń , które mógłby sprzedać Austriaczce zaraz po tym jak znajdą się w zaciszu hotelowego pokoju.
Stała w bezruchu nie potrafiąc przyswoić obelg , które padły z ust urażonej kobiety. Obelg , które pomimo tego jak bardzo zraziły były uzasadnione... Usprawiedliwione w jej pustych , zmęczonych życiem oczach. Bo czyż nie postąpiłaby podobnie będąc na miejscu Stiegler ? Dość często reagujemy niewłaściwie , właśnie dlatego że nawet przez moment nie poddamy się myśli o tym jak wielkie podobieństwo towarzyszyłoby Nam gdybyśmy to właśnie my znaleźli się w danej sytuacji. Milcząc unosła wzrok ku górze skupiając go na postaci mężczyzny , który był towarzyszem Austriaczki. Zawstydzona ominęła go udając się szybkim krokiem w stronę restauracji.

ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ

Tak wiele musiałby zmienić , aby choć na moment poczuć iż jest tym właściwym , iż jego serce bije w tym upragnionym rytmie , iż wszystko co do tej pory dokonał nie jest na tyle ważne jak mu się wydawało. Musiałby zmienić siebie , powrócić do tego kim był jeszcze kilka lat wcześniej... Kimś dla kogo najważniejsi byli ludzie ... Ich szacunek , uczucia , to co ich określa tam gdzieś w środku... Bo przecież to co powierzchowne nie ma żadnego znaczenia , przeminie wraz z czasem ... Oddali się powodując , że zaczniemy szukać czegoś podobnego , nowszego ... Błędne koło w ciągu którego zmiana naszej osobowości będzie nieunikniona. Wiedział to. Zauważył.Tak wiele stracił poprzez swoje zachowanie , swój egoizm... Swoją małostkowość . Tak wiele jak jeszcze nigdy dotąd nie dostrzegał. Bał się. Po raz pierwszy w życiu odczuł niewytłumaczalny strach przed nadchodzącą przyszłością , przed samym sobą , a może i przed kimś kto tak naprawdę nigdy nim nie był... Zmyśloną postacią  dzięki której tak wiele zyskał , a przede wszystkim za pośrednictwem której tak wiele stracił... Zrujnował samego siebie....
-  Przepraszam Thom. - jej głos całkowicie różnił się od barwy , którą raczyła obdarowywać go każdego dnia. Od tonu , który wyrażał jedynie gorycz i wstręt do jego osoby , zachowania... - Przepraszam za to jak Cię oceniłam kilka lat temu , jak wiele przekreśliłam jednym cholernym zdaniem , za to jak bardzo byłam zapatrzona na siebie i swoją krzywdę nie licząc się z uczuciami innych... - zasiadła na ławce tuż obok zamyślonego blondyna podając mu kubek gorącej kawy , którą przekazał jej Stefan chcący pomóc przyjacielowi.
Jego spojrzenie , wyraz którym wyrażał jak wiele dzieje się w jego wnętrzu , jak bardzo cierpi nie mogąc poradzić sobie z tłokiem gromadzących się emocji... Jak wiele chciałby zmienić , a nie potrafi tego zrobić , jak bardzo chciałby powrócić , a sądzi że nie da sobie z tym powrotem rady ... - Wiesz ... - zaczął utwierdzając błękit swoich tęczówek w istocie ciemnego naparu... - Pamiętam jak dziś kiedy pierwszy raz się do mnie uśmiechnęłaś gdy niezdarnie wpadłem na Ciebie  podczas Twojej pogoni za Schlieriem ... Pamiętam jak bardzo chciałem , abyś to na mnie spojrzała takim samym wzrokiem jaki kierowałaś wtedy na Niego ...  Spojrzeniem , które wyrażało tak wiele uczuć , okazywało jak wiele byłabyś w stanie poświęcić , jak wiele mu podarować by tylko na Ciebie spojrzał... - zamilkł upijając kolejny łyk parującej cieczy. -  To nawet nie myśl o tym , że ja nigdy nie będę na jego miejscu bolała najbardziej ... To nie słowa , które przekreśliły moje uczucia względem Ciebie , nie spojrzenie , które było pełne nienawiści w stosunku do mnie raniły... - najdelikatniej jak tylko potrafił ujął istotę dłoni Polki zagłębiając swoje  źrenice w jej zielonej teksturze... - Wiedza o tym , że on Cię skrzywdzi , że wykorzysta , że dostanie to czego chce i porzuci .. Myśl o tym , że będziesz cierpiała, a ja nie potrafię , nie mogę Cię przed tym uchronić zniszczyła mnie.... - wyszeptał przymykając na moment powieki.
- Każdy prędzej czy później zapłaci za popełnione błędy. - zaczęła  umacniając uścisk ich splecionych dłoni. - Nikt z Nas nie jest wyjątkiem , ale ma to też swoje dobre strony .. - uśmiechnęła się widząc  zaskoczone spojrzenie Austriaka , które nigdy dotąd nie wydawało się być tak fascynujące .. piękne... prawdziwe... - Gdyby nie sytuacja sprzed kilku lat , pewnie nadal byłabym tą samą Oliwią , która ugania się za Schlierenzauerem gdzieś tam podświadomie wiedząc że nigdy nie będzie na tyle dobra , aby stać się w  jego oczach tą najważniejszą ... Gdyby nie to co się wydarzyło nie doceniłbyś  jak wiele wartościowych osób miałeś przy sobie zanim się całkowicie zmieniłeś ale wszystko można naprawić Thomas. Nawet siebie , szczególnie wtedy gdy już uświadomisz sobie , że to kim jesteś teraz nie jest Tobą. Że prawdziwy Thomas jest gdzieś w środku cierpliwie czekając aż pozwolisz mu najzwyczajniej w świecie wyjść.. - uśmiechnęła się szczerze gładząc policzek Austriaka opuszkiem swoich palców.
Po raz pierwszy od dawna zaufał komuś tak bardzo jak ufał swojej małej córeczce... Po raz pierwszy dał wiarę słowa które nie uczynią niczego za niego , ale dadzą tą cholerną pewność że można ... że przy odrobinie dobrej woli , energii będzie potrafił uśmiechnąć się szczerze nie oczekując niczego w zamian , nie snując w głowie kolejnych planów na nocne podrywy... - Pomożesz mi? Pozwolisz mi się poznać na nowo? - zapytał nieśmiało gładząc delikatnie chłodne dłonie Oliwii , które błądziły po skórze jego twarzy. - Nie poradzę sobie sam Oli... Nie poradzę... - szeptał wtulając się w ramiona zdezorientowanej Jaworskiej , która nie potrafiła uczynić  niczego innego jak tylko objąć blondyna delikatnie głaszcząc po plecach w geście troski.
...

ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ

Nie sądził , że cokolwiek potrafiłoby wyprowadzić jego skołatane serce , pogmatwane myśli , zagubioną sylwetkę z równowagi po tym czego dowiedział się od podjudzonej blondynki kilka minut wcześniej... Tak bardzo się mylił... Tak wiele chciał zmienić , a zapewne uspokoić się , a nie potrafił...
- Odejdź i nie wracaj tak?! Odejdź i zapomnij , a Ty będziesz zabawiała się z moim kumplem tak jakby nic nigdy się nie stało?! - widok szatynki tonącej w objęciach Morgensterna potrafił wywrócić wszystko co starał się poukładać do góry nogami , zaburzyć to co i tak stało już w opłakanym stanie... Jednym zwinnym ruchem odciągnął Polkę od postaci starszego kolegi nie mogąc zrozumieć jej postępowania. - Co ze mną ? Co z Nami? Z Naszymi uczuciami do cholery?! - krzyczał nie ujmując sobie negatywnych emocji w przekazie swoich myśli.
- Uczuciami? - prychnęła nieświadomie pozostając w szczelnym uścisku dłoni Austriaka. - Ty i Twoje uczucia należą do kogoś zupełnie innego Gregor... Do kogoś kto jest w stanie wybaczyć Ci wszystko , do kogoś kto zna Cię o wiele bardziej niżeli Ty znasz samego sobie , do kogoś do kogo wracasz za każdym razem gdy coś idzie nie tak , gdy wszystko wydaje się dla Ciebie za trudne .. do kogoś kto pomimo tego jak wiele bólu mu sprawiasz nadal jest i czeka tam na Ciebie kochając każdego dnia coraz bardziej... - po jej policzku spłynęła łza , która pomimo poświaty bólu jaki wyrażała dodała jej energii i siły by wyswobodzić się z objęć Schlierenzauera. -  Należysz do Sandry tak jak i ona należy do Ciebie Schlierii ... Nie ma tu miejsca dla mnie... - wyszeptała nad wyraz łagodnie stając obok Morgensterna.
- Nie jestem niczyją własnością! Nigdy do nikogo nie należałem i należeć nie będę do cholery! - złość i rozgoryczenie nadało jego wypowiedzią o wiele nieprzyjemniejszy ton niżeli miał to w zamiarze , ale czy nie jest tak , że to emocje kierują Naszym sposobem porozumiewania się? Nadają tor poruszania się komunikacji interpersonalnej w niewyjaśniony dla większości sposób? To one są Nami , przemawiając za Nas ukazując prawdziwe oblicze naszych pragnień czy zachowań.  - Odsuń się od Niego natychmiast! -  zażądał agresywnie ciągnąc  Jaworską w swoim kierunku.
- Schlierie! - rozległ się donośny , ale jakże opanowany ton głosu Morgensterna , dla którego sytuacja , a może i zachowanie kolegi z drużyny zmierzało w nieodpowiednim kierunku. - Opanuj się , bo pożałujesz. - zaznaczył  tępo stojąc przy boku ciemnowłosej kobiety.
- Chyba już nie raz powiedziałem , że mam gdzieś to co mówisz Morgi , więc grzecznie Cię proszę zostaw Nas samych bo mamy sporo spraw do wyjaśnienia. Spraw , które Ciebie nie dotyczą ... - oznajmił chłodno , w sposób którym mógłby zwrócić się do nieznajomego człowieka , a nie osoby która w mniemaniu innych była  postrzegana jako jego przyjaciel... Ta jedna z osób , która jest tą najważniejszą, najbliższą , znającą Nas o wiele bardziej niżeli my sami...
- Nasze wspólne sprawy zakończyły się już bardzo dawno temu Greg ... tak dawno , że nawet pamięć nie ma prawa aby sięgać tak daleko , zrozum to , zaakceptuj i pozwól żyć innym tak jak żyli do tej pory... - odezwała się Jaworska , dla której obecność Schlierenzauera okazała się być o wiele trudniejsza niżeli możliwość wmawiania sobie jego nieobecności w jej sercu ... Zbyt trudna , aby nadać jej miano możliwej do realizacji...
- Myślisz , że potrafię odejść tak bez słowa? Odejść nie walcząc , poddać się już na początku ? - odpowiedział chcąc ukazać Jaworskiej to jak wiele oczekuje od rozmowy z Nią , jak bardzo potrzebuje tej rozmowy , jej zgody , bliskości , która w niewytłumaczalny sposób uspokaja go..
- Potrafisz. - rozbrzmiała twardo pozostając przy swoim. Bo tak jak kiedyś  zabrakło trzeźwości umysłu , jasności odczuwanych uczuć , wizji , która ukazała by przyszłość , tak teraz przy boku Morgensterna poczuła się o wiele pewniej... Poczuła , że może wszystko , a na pewno o wiele więcej niżeli miała w zamiarze... Potrafi przerwać zewnętrzny ból jednym słowem , za cenę potęgi uczuć , które tłoczą się w jej wnętrzu... Skrycie.
....

ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ

Gregor.
Nigdy nie przypuszczałem , że kilka słów ma tak ogromną moc... Magię , może i przekleństwo,które potrafi zniszczyć wszystko. Przekreślić to co wydawało się być do niedawna błahe , nieistotne , a teraz ma tak ogromne znaczenie.. Niepotrzebnie. Może i za późno...Nigdy nie potrafiłem się poddać , zapomnieć , odpuścić i iść dalej, a teraz? Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują na to , że będę musiał to zrobić... Odejść ze spuszczoną głową i zapomnieć. Tylko , że ja nie chce zapominać! Chce pamiętać i tą pamięcią żyć.. Żyć wspomnieniami , słowami , pocałunkami , jej bliskością ... Czymś co jest nieosiągalne , a jednocześnie tak mi bliskie.
Nie potrafię odejść. Nie chcę. Nie mogę! Nie teraz , gdy powoli układam sobie wszystko w głowie, gdy mam pewność , że potrafię czuć , że gdzieś w środku jestem kimś kto ma uczucia , kimś kto chce, potrzebuje a co najważniejsze potrafi KOCHAĆ ...

Oliwia.
Chociaż serce mówi jedno , domaga się go jak niczego innego na świecie nie mogłam postąpić inaczej. Nie mogłam pozwolić na to , aby skazać na cierpienie całą Naszą czwórkę...
Thomas. - on stał się tak ważny. Taki jaki nigdy dotąd nie był ... Taki , który całym sobą , całą emanującą szczerością ze swojego wnętrza zdobył całe moje zachowanie. Wszystkie pokłady dobrej woli , chęci pomocy jaką w sobie mam...
Sandra. - skłamałabym przed samą sobą , że nie robi na mnie żadnego wrażenia , że teraz gdy wiem jak wiele mogę znaczyć dla Gregora czuję się silniejsza... To dla niej , dla Niej i osoby , którą nosi pod swoim serduszkiem porzuciłam wszystko co dotyczy Schlierenzauera... Stchórzyłam, oddałam to na co tak długo czekałam , aby im było dobrze... Jej i maleństwu , które bez względu na wszystko zasługuje na to co najlepsze...
Pogubiłam się cierpiąc , cierpię gubiąc się całkowicie gmatwając swoje życie...

M.
Tak wiele się tutaj działo , tak wiele a zarazem tyle abym nie zrozumiał nic. Niewyjaśnione sytuacje , ciągłe pretensje , osoby które w jakiś sposób związane są z Naszym światem , a jednocześnie kompletnie do niego nie pasują rujnując wszystko , burząc to co udało się uratować przez te kilka mijających lat... Relacje , którą są pomiędzy Nami... Pomiędzy całym teamem... I ona. Jej nieśmiały uśmiech , zabłąkane spojrzenie .. Wstyd tak jakby to ona odpowiadała za całe zło tego świata , za zachowanie jakie zaprezentował Schlieri... Zachowanie jakie prezentuje za każdym razem , gdy tylko ma taką okazję...
Brakuje mi słów , gdy myśli krążą tylko wokół tych magicznych zielonych tęczówek...

------------------------------
Nic nie usprawiedliwi mojej nieobecności tutaj , a także na Waszych blogach za co przepraszam. 
Nadrabiam i nadrobię czego możecie być pewne!
Tyle się działo , że nie potrafiłam się ' ogarnąć' . Tyle przygotowań , a na końcu pięknych wspomnień , niezapomnianych osób z którymi tak wiele Nas łączy!♥
Zakopane dziękuje! Dziękuje za moc wspomnień i pięknych chwil!
Kochane jestem i liczę , że nie zawiodę Was kolejną dawką pomysłów na to opowiadanie, a szczególnie dawką nowej werwy na historię pisaną wraz z Klaudią!♥
Zapraszam i szczerzę na Was liczę!

Bądź silny! 












czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział 8: Zaboli , gdy tak naprawdę uświadomisz sobie , że to tylko puste obietnice , które nigdy nie odnajdą drogi do Twojego życia...



Chciała zrozumieć , oddalić od siebie złość i negatywne emocje , które zawładnęły jej ciałem w dniu , kiedy doszło do jej umysłu , że przyjaźń w jakiej tkwiła jest nic nie warta ... że ta druga najważniejsza strona magicznej relacji wybrała inaczej , skreśliła wszystko , by poczuć się przez chwilę szczęśliwą.... Smutek zadomowił się w jej duszy , a serce krwawiło na samo wspomnienie o Joannie.... a teraz? Teraz , gdy widząc zapłakaną twarz blondynki miała przejść obok niej obojętnie  nie potrafiła tego zrobić. Przyjaźń jest przecież podobna do uczucia , którym jest miłość ... Jest ona cierpliwa , nie unosi się pychą , jest szczera ... a ta prawdziwa bywa bezgraniczna pomimo wszystko.
- Mogę Ci jakoś pomóc? - zapytała zagłębiając się w pomieszczeniu socjalnym , gdzie przebywała starsza z Polek niezdarnie ocierająca dłonią spływające po jej policzkach łzy. - Chodzi o Thomasa , prawda? - zadała kolejne z pytań nie uzyskując odpowiedzi na poprzednie. Powoli zbliżyła się do niebieskookiej kładąc na jej ramieniu swoją dłoń w geście wsparcie i chęci zrozumienia.
- Przepraszam Cię Oli za to co zrobiłam, ale ... - zaczęła dusząc się własnymi łzami , z wyraźną niepewnością wtuliła się w ramiona przyjaciółki , nie mając pewności czy owa relacja nadal je łączy... Miała nadzieję , że jej zachowanie nie przekreśliło wszystkiego na co tak ciężko obie pracowały przez lata. - Popełniłam błąd , ale ja naprawdę nie chciałam Cię skrzywdzić... - ciągnęła nieudolnie.
- Nie mów już nic, tylko się uspokój. - powiedziała z wyczuwalną łagodnością i lekkim uśmiechem widocznym na jej twarzy. Gładziła delikatnie plecy koleżanki mając nadzieję , że z czasem wszystko co złe i nieprzyjemne minie , a ból najzwyczajniej w świecie zostanie zapomniany. - Proszę Cię tylko o to , abyś nie mieszała mnie więcej w takie sytuacje.... Thomas nigdy nie będzie wart żadnej kobiety , a na pewno nie Ciebie , więc nie masz nad kim rozpaczać...
- Wiem. Teraz już wiem. - odpowiedziała dochodząc ze sobą do względnego ładu.  Podjęła pewne decyzje , otrzymała kolejną szansę , zrozumiała to co do tej pory stanowiło jedną wielką zagadkę... Musiała się otrząsnąć , by normalnie żyć , by wrócić do tego co było , a co de facto nie miało złego ugruntowania w życiu...
Widząc iskierki tlącego się ciepła w źrenicach Joanny była pewna , że to co miało miejsce nie powróci , że sytuacja , która tak wiele zmieniała , tak wiele mogła zaburzyć nie powtórzy się nigdy więcej... A ta niby nic nie ukazująca pewność dała jej nadzieję , energię na to , że z czasem wszystko wróci do normy.

ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ

Konkretne założenie , plan z którym podążał w kierunku jednego z pokoi hotelowych i ten zaciekawiony , aczkolwiek niezrozumiały wzrok blondyna , który penetrował jego ciało nie potrafiąc pojąć czego tak naprawdę od Niego oczekuje.
- O co Ty mnie tak właściwie pytasz Stefan. Czy Ty myślisz , że spamiętuje te wszystkie panny , które zalicza Schlieri? - zapytał nie pojmując całkowicie co jest istotnego w tak błahych jego zdaniem informacjach.
- Chodzi mi o jedną konkretną dziewczynę Morgi. - odburknął widząc , iż wyciągnięcie od blondyna jakichkolwiek informacji graniczy z cudem. - Wykaż się chociaż raz w tym swoim nędznym życiu i mi pomóż.... - zażądał patrząc wprost w zamglone źrenice Austriaka. - Pamiętasz jak któregoś wieczoru opowiadałeś o dziewczynie , która z histerią w oczach wybiegła z pokoju Gregora , a wy wszyscy zamiast jej pomóc gratulowaliście kolejnego podboju Schlieriemu ? - kontynuował wracając wspomnieniami do tamtego dnia.
-  Po pierwsze i najważniejsze nikomu niczego nie gratulowałem , więc nie przesadzaj ... - poinformował z oburzeniem wymalowanym na twarzy. Doskonale kojarzył ten dzień ... czas w którym to wszystko miało miejsce... Czas , w którym to on się zmienił. Uodpornił na Cierpienie , które zadają uczucia.... - A po drugie... - zamyślił się na moment nie czując się pewnie w tej rozmowie. ... Konwersacji , w kórej musiałby uzewnętrznić siebie i swoje uczucia z tamtego okresu... Uczucia , które stłumił , o których istnieniu zapomniał. -  Czego Ty chcesz , przecież schemat zawsze jest ten sam , więc i tu było podobnie. Naobiecywał , a ona naiwna uwierzyła. Tyle. - rzucił błądząc wzrokiem po pomieszczeniu , obawiając się iż Kraft może dostrzec zmieszanie w jego zachowaniu , zdenerwowanie , które powodowało drżenie jego smukłej sylwetki.
- A coś konkretniej? Kim ona była? Imię ... Cokolwiek... Skup się do cholery , no! - krzyknął nie mając takiego zamiaru , jednakże zbyt wiele oczekiwał od tej rozmowy , aby tak po prostu wyjść uzyskawszy szczątki tego czego oczekiwał.
- Była uosobieniem dobra i uczciwości emanującej z każdej części jej ciała ... - uśmiechnął się lekko odnawiając w głowie zapomniane wspomnienia. - Jej zielone tęczówki mówiły więcej niż miliony słów... Patrząc w ich głąb człowiek od razu wiedział jakie jest jej samopoczucie .. Była jak otwarta księga z której można umiejętnie wyczytać wszystko co tylko się chce... Ufała bezgranicznie , tylko temu któremu nie powinna zaufać. Wtedy w Zakopanem oddała zbyt wiele , cholernie za dużo , rozumiesz? -zapytał patrząc tym razem na zaskoczonego jego wyznaniami bruneta. Nie spodziewał się innej reakcji. Od tamtego dnia , dnia w którym tak wiele chciał ofiarować , a co zostało odtrącone nie potrafił już rozmawiać... Nie mógł komunikować się w sprawie uczuć... Gdyż mówiąc czuł ... a on nie chciał już czuć niczego. - Ofiarowała mu siebie , dosłownie całe swoje ciało. Dostał to co nie posiadał nikt inny .. - jego głos na moment załamał się dopuszczając do powiek słone łzy bezradności. - Zrobił co chciał tak cholernie ją raniąc .... Sprawił , że uczucia innych ludzi nie były już ważne... Oliwia stała się obojętna i z tą obojętnością odeszła... - zakończył półszeptem chowając swoją twarz w dłoniach.
- Thomas o co chodzi? Co Ci jest? - zapytał zauważając reakcję przyjaciala. Coś czego nie potrafił zrozumieć , a tym bardziej ocenić czy też podporządkować do zachowań prezentowanych przez Austriaka. Euforia, może i rozpacz w teksturze błękitu , którą posiadał okazała się być całkowicie niedostępna dla Niego , nieosiągalna na tyle , aby mógł mu w jakikolwiek sposób pomóc.
- Zostaw mnie samego Stefan. - powiedział przytłoczonym , niezbyt zrozumiałem tonem swojego głosu. Tępo wpatrywał się w jeden punkt na ścianie próbując skupić natłok mysli i uczuć , które niezrozumiale opanowały całe jego ciało... Powróciły do łask mimo iż się tego w żaden sposób nie spodziewał. Zrozumiał. W ciągu jednej chwili świat otworzył ku niemu swoje wrota. Ukazał wizję przeszłości łącząc ją z teraźniejszością... Zamarł niemiarowo oddychając.

ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ

Po raz pierwszy w życiu dziękowała Bogu za to co jej ofiarował. Za wsparcie , pomoc i dobroć ludzi których postawił na jej drodze ... a szczególnie za pracę którą posiadała , a która wyraźnie tamtego wieczoru sprawdziła się w roli odskoczni i zapomnienia. Chwilowego , a jednakże tak potrzebnego i pożądanego. Natłok obowiązków związanych z bankietem , miliony zamówień , sprecyzowany plan obowiązków i poszczególnych ruchów sprawił iż mogła odetchnąć.... Z długopisem w dłoni i okularach na nosie notowała ostatnie ważne drobiazgi , które zazwyczaj okazują się być tymi niezbędnymi do tego , aby uroczystości przebiegły pomyślnie.
- Widzisz wszystko idzie dobrze... - odezwał się jeden z kelnerów , bliskich współpracowników Oliwii zapatrując się na uśmiechniętych gości bawiących się w pomieszczeniu sal bankietowych na najwyższym z pięter budynku.
Spojrzała na niego z uśmiechem na twarzy. Szczerym , spokojnym niczemu nie wymuszonym. Emocje zelżały , chociaż wieczór nie dobiegł jeszcze końca , a lista rzeczy do zrobienia okazała się być jeszcze całkiem długa. - Musi iść dobrze .. - poprawiła go przymykając na moment powieki. Otworzyła je w momencie , gdy do jej uszu dobiegł łagodny baryton jednego z gości...
- Dobry wieczór. - oznajmił przechodząc obok obsługi hotelowej pozostawiając po sobie jedynie krótkie spojrzenie. Wzrok , który zaniepokoił Oliwię , wprowadzając w nieznany do tej pory stan...
Błękitna tekstura magicznych źrenic wypełniona do niedawna jedynie zaborczością , nachalnością , arogancją , niepochamowaną ambicją i egoizmem stała się czymś zupełnie innym. Nieokreślonym , pustym .. czymś czego nie spotkała do tej pory w oczach żadnej z osób którą znała. Ale czy to możliwe? Możliwym jest , iż nie spotkała na swojej drodze osób pokroju blondyna... usposobienia jakie zaprezentował teraz? Czy możliwym jest to , że nie zauważała uczuć innych osób , które wyrażały je poprzez swoje spojrzenie?... Przyćmiona bólem , który nosiała w sercu pozostała odporna na ludxkie społeczeństwo? Stała w bezruchu analizując swoje przemyślenia jeszcze dogłębniej niżeli do tej pory miała w zamiarze... Zagadka  nad istotą której znalazła jedynie jedno stosowne określenie... Sposobność uczuć , podobieństwo ... W oczach Thomasa widziała swoje źrenice... Obraz , który ogląda każdego dnia patrząc w lustro... Pejzarz bólu , cierpienia ... pobojowiska nad którym panowanie już dawno straciła... Bo czymże jest kontrola przy nieodwzajemnionych uczuciach? Dokładnie niczym , gdyż nie zapanujemy nad naszym sercem i zranioną duszą.

ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ

Dotyk. Potrafić dotykać to rzecz cudna, wciąż niedoceniana, bo goni nas czas. Potrafić dotykać to mieć czas na kontakt. Można wziąć dziennik w ręce, szybko go otworzyć, chwycić długopis, naskrobać parę słów na kartce, odłożyć i pozwolić swojemu życiu biec dalej…
Ale można także wziąć do ręki dziennik, zamknąć oczy i wodzić palcami po okładce, bokach, kantach, wyczuć wszystkie nierówności, poznać fakturę materiału z którego został wykonany. Można go potem delikatnie i powoli otworzyć, żeby dać swoim rękom czas na wchłonięcie właśnie doznanych wrażeń.... Przedmioty same w sobie kryją wiele pięknych tajemnic, ale piękno jest również w ich połączeniu, zupełnie tak samo dzieje się z ciałem, a raczej z dwojgiem ciał...
' Odsunęła delikatnie kosmyk włosów przysłaniający jej oko. Wciąż wpatrywała się głęboko w oczy stojącego tuż przed nią szatyna. Czekoladowa tekstura źrenic mężczyzny  zdawała się być tak głęboka, że nie można było dosięgnąć wzrokiem jego dna. Wpatrywali się tak bezgłośnie w siebie dłuższą chwilę. Jej usta trochę tylko rozchylone nabierały, lekko świszcząc, spokojny oddech... Austriak lekko przygryzał prawy kącik dolnej wargi wciąż nie spuszczając wzroku z jej oczu. Gdy zaczęło wzrastać w niej podniecenie przysunęła twarz tak blisko, że już nie była w stanie zobaczyć wyraźnie szczegółów jego twarzy. Mogła natomiast poczuć jego ciepło, jego oddech i po chwili usta. Z początku był to jedynie taniec ocierających się o siebie warg do momentu gdy chwycił jej wargę delikatnie swoimi zębami i przytrzymał. Wtedy zaczął się ich prawdziwy pocałunek, a oboje byli już rozgrzani pojawiającym się pragnieniem. Cisza. Cisza pomaga odczuć tę chwilę innymi zmysłami. Wszystkie receptory na jej ciele otworzyły się pod wpływem jego delikatnego otarcia o łopatkę wystającą spod koszuli. Teraz mogła go chłonąć całą swoją powierzchnią. Odchyliła lekko głowę w bok, żeby poczuć na szyi oraz uchu jego rękę wędrującą przez ramię do jej dekoltu. Delikatnie, opuszkami środkowych palców nakreślił półkrąg na jej miękkiej skórze tuż przy linii dekoltu jej eleganckiej białej koszuli. Była już jego. Ten ruch przeniósł ją w tę fazę kiedy ciało unosi się w powietrzu. Zaczęła wodzić bokiem dłoni wzdłuż jego rąk od ramion aż po dłoń, jednak nie czuła jego skóry co sprowadziło ją na ziemię. Zaczęła rozpinać od dołu jego koszulę. Przy trzecim guziku otarła wierzchem dłoni o skórę na jego brzuchu. Z zębami stykającymi się z jej dolną wargą wzięła oddech przez usta, co wydało dźwięk, który go podniecił. Był już gotowy do konsumpcji tego wieczoru, ale nie mógł się oprzeć dokładnemu zwiedzeniu jej ciała. Rozpięła do końca jego koszulę i powoli zsuwała z jego ramion tak, żeby swoimi dłońmi nie oderwać się od niego ani na chwilę. Jej oczom ukazał się jego średnio blady,  umięśniony tors. Jej czerwone, lekko zwilżone usta dotknęły jego suchej skóry na szyi i wędrowały zbierając informacje o każdym centymetrze jego ciała. Gdy schodziła już w okolice jego pępka on ją chwycił i przeniósł do swojej sypialni.... '
Stała w milczeniu przyglądając się poczynania Mai , która w objęciach Schlierenzauera zniknęła za drzwiami jego pokoju. Po policzkach spłynęły łzy , które pozostawiły po sobie wyraźny ślad w postaci rozmytego makijażu.  Poczułe silne ukucie serca , ból tak samo silny jak ten sprzed kilku lat... Jak ten , w którym wspominała zachowanie Gregora... Ten , który był na wyciągnięcie jej dłoni , ten , kóry wolała wspominać niżeli podziwiać na własne oczy....

ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ

Thomas.
Wszystko wydawałoby się być tak proste... Zbyt proste , aby mogło okazać się realne. Ale takie właśnie było. Ubarwiałem rzeczywistość chcąc zwyczajnie sobie pomóc. Wyeliminować z gry uczucia , wspomnienia , i tą magię którą zawiera miłość do drugiego człowieka... Miłość do kobiety , która będąc potrafiła zmienić wszystko , a odchodząc zniszczyła nie tylko to do czego miała prawo. Zniszczyła całego mnie. Tamten dzień...
Choćbym nie wiadomo jak wiele poświęcił czasu na zapomnienie , wmawiał sobie iż żadna z sytuacji nie miała miejsca prawda i tak zawsze jest na wierzchu...
Czas nie zabliźnił ran , pozwolił im jedynie skrzętnie się kamuflować moją fałszywą osobowością... Pozwolił , by w efekcie końcowym nadać właściwy tor wspomnieniom sprzed lat... Tor na , którego drodze pojawiła się ona. Oliwia.
Przez te kilka dni parę lat temu żyłem nadzieją , że moje uczucia , sympatia i szczerość zmienią bardzo wiele w moim życiu.  I zmieniły. Szkoda jedynie iż nie przewidziałem tego jak bardzo zmienię się ja...
Od początku uczucia Gregora były określone... uczucia , a raczej ich brak. Brak jakichkolwiek pobudek do tego iż cokolwiek potrafił czuć , cokolwiek ofiarować prócz pustych obietnic.
A ona? Uwierzyła jemu. Nie mnie.
Moje słowa rozbrzmiały zbyt późno. Uczucia ujrzały światło dzienne zbyt późno....
Gdybym tylko znalazł w sobie odwagę , którą mam teraz może wszystko potoczyłoby się inaczej.
Dokładnie. Może.
Wtedy po sytuacji z Gregorem nie chciała mieć nic wspólnego z żadnym z Nas , a teraz?
Teraz to ja krzywdzę. Skrzywdziłem ją nie raz swoim zachowaniem , słowami , zaborczością... Czego oczekiwać więcej?
Przeszłość potrafi ranić o wiele dotkliwiej niż nieznane ramy przyszłości...

Oliwia.
Czy to możliwe , żeby po tylu latach ból był tak samo wyraźny jak teraz?
Czy możliwym jest , że pomimo tego jak bardzo wypierałam się uczuć sama przed sobą jednak kocham ? Nadal mocno , a może i jeszcze silniej niż kilka lat wcześniej?
Widok , w którym trzyma w ramionach inną ... trzyma w swoich ciepłych dłoniach Maję tak bardzo zranił , powodując jedynie napływ słonych łez do oczu...
Łez , które wbrew pozorom zawsze  dawały ukojenie... zmniejszały bodźce bólowe , pozwalając się im ulotnić na zewnątrz ...
Chciałabym wierzyć , że dam radę. Że i tym razem uda mi się pokonać ten cholerny ból... oddalić od siebie cierpienie...
Po raz drugi zapanować nad życiem , ale czy mogę powiedzieć że pierwszym razem mi się udało , skoro teraz jest tak jak jest? Jest źle...
Szczególnie teraz , gdy przed oczyma szaleją wizje Schlierenzauera , a w umyśle tkwią zagubione źrenice Thomasa...
Oczy , które już kiedyś posiadały taką barwę ... Bezduszną. Zranioną... Taka , która do niego nie pasuje w żaden sposób.
- Zaufaj mi. Pozwól pokazać , że nie wszyscy tacy jesteśmy. Proszę Cię, uwierz... - rozbrzmiewa w głowie uświadamiając , że wtedy nie tylko ja zostałam zraniona... Tamtego dnia i ja zadałam ból.
Ta myśl rani jednak najsilniej.
...


------------------------

Magiczny i piękny czas nastał w Naszych serduszkach kochane.
Nie ma nic cudowniejszego niżeli Święta Bożego Narodzenia spędzane w gronie najbliższej rodziny , w oprawie przepięknych kolęd.
Życzę Wam , aby nie tylko teraz w okresie Świąt Wasze życie było spełniającą się historią Waszych marzeń , ale stało się nią każdego nadchodzącego dnia... aby uśmiech każdej nadchodzącej chwili był o wiele wyraźniejszy niżeli dotychczas , a przede wszystkim , aby Wasze życie było tylko owiane w te chwile które warto zapamiętać już na zawsze!
Wesołych i rodzinnych Świąt kochane!♥

Wasza Ann. 
 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 7: Tylko będąc z kimś właściwym, zmienisz się na lepsze.



Gdy opadną emocje , a myśli stają się o wiele jaśniejsze do głosu może dojść w końcu zdrowy rozsądek. Powoli , skrupulatnie analizujemy każdą z wykonanych wcześniej rzeczy , przeglądamy w głowie sytuacje , w których się znaleźliśmy , by w końcowym efekcie tej zmiany poprawić nieco swoją sytuacje społeczną , wykonując konkretne ruchy , bądź minimalizując straty jakie ponieśliśmy w skutek  kategorycznego zachowania.
- Przepraszam Cię. - na sali rozległ się aksamitny baryton jednego z gości hotelowych, który z bukietem herbacianych róż przekroczył próg restauracji. Przemyślał wiele , uspokoił roztargnione emocje , a może i chwilowo dorósł. Przekonał się , iż emocje są bardzo złym doradcą życiowym , że z ich czynną obecnością nie może spoglądać na świat w jaśniejszych barwach. Musi nauczyć się je ignorować , a przynajmniej spróbować nie poddawać się ich wpływom.
- To nie mnie należą się przeprosiny. Nie wiem co we mnie wczoraj wstąpiło. - urocza blondynka spojrzała na zatroskaną twarz Austriaka. Było jej przykro , czuła wszechobecny wstyd i zakłopotanie , które zasiliło rysy jej jasnoróżowej twarzy. - Przepraszam Pana obiecując , iż podobna sytuacja nie będzie miała miejsca nigdy więcej.... - dopowiedziała spuszczając  wzrok na ciemne podłoże , nie potrafiąc zmusić się do spoglądania w czekoladową istotę źrenic Tyrolczyka.
- Pana? - zaśmiał się unosząc ku górze podbródek zakłopotanej Mai , delikatnie gładząc opuszkiem palca chłodny policzek Polki. - Albo myli mnie pamięć , albo my już dawno darowaliśmy sobie te wszystkie formy grzecznościowe Maju? - zapytał nie poprzestając na subtelnych gestach. Stosunkowo pomniejszając odległość jaka zaistniała pomiędzy Nim , a blondynką przywierając do jej drobnego ciała.
- To było złe posunięcie, proszę mnie zrozumieć. - zakomunikowała odsuwając się od skoczka. Czuła przerażające ciepło , które aż biło z jego wnętrza. Ciepło , które paliło z każdym kolejnym dotykiem przez Niego zainicjowanym. Energię , która raziła...  która wywoływała w Niej niezrozumiałe uczucia. Pragnęła ją czuć , obawiała się jej ... Wszystko tak skrajne , jednakże pożądane.
Wiedział , że wystarczy kilka sekund , kilka dodatkowych słów , a sytuacja przerodzi się w zdarzenie przez Niego sterowane. To on po raz wtórny będzie inicjatorem ... osobą , która otrzyma to czego potrzebuje na daną chwilę... mężczyzną spełnionym , trzymającym w swoich sidłach bezbronne ciało blondynki. Nie planował tego , nie miał na celu wykorzystania jej postaci w swoim życiu , jednakże z góry wiedział , że szanse , które postawił przed nim los należy wykorzystać... Robił to doskonale zdając sobie sprawę iż brnie z powrotem w to samo bagno... Bagno noszące miano jego życia. - Daj mi szansę to wszystko naprawić. - uśmiechnął się dyskretnie gładząc swoją dłonią jasne włosy kobiety. Delikatnie , z wyczuciem i widocznym zainteresowaniem.... Wszystko tak sztuczne , a jednak godne uwierzenia. Ależ czy nie jest tak , że to praktyka czyni człowieka mistrzem w danej dziedzinie? Doświadczenie jakie posiadał dało mu ogromną przewagę , pozwoliło wierzyć , że i tym razem się uda.
- Nie tutaj , nie teraz... - mówiła próbując  złożyć jakiekolwiek ze zdań. Nie potrafiła. Nie mogła zapanować nad tym co działo się z jej ciałem i duszą , gdy w pobliżu znajdował się Austriak. W tak bliskim pobliżu....Pragnęła , pożądała , chciała czuć to co obecnie zagnieżdżało się w jej wnętrzu ... Wszechogarniające ciepło... miliony motyli w brzuchu , których jakby z każdym jego słowem przybywało... Czuła spełnienie... chwilową radość ... możność przenoszenia gór czy ciężkich przedmiotów... Zakochała się , a to chyba by wszystko tłumaczyło.
- Maju wszystko w porządku? - zdało się usłyszeć głos zbliżającej się Oliwii , która właśnie przekraczała kolejne metry kwadratowe pomieszczenia. Jej wzrok momentalnie utkwił na dłoni ciemnookiego mężczyzny , która spoczywała na policzku blondynki. Serce jakby zatrzymało się na moment , analizując widziany gest, do oczu napłynęły słone łzy uzmysławiając Polce jak wiele jeszcze pracy przed nią samą.. Pracy , której celem jest całkowite zapomnienie o Tyrolczyku.
- Spotkajmy się wieczorem. - szepnęła ujmując w swe dłonie bukiet kwiatów , po czym oddaliła się kierując swoje kroki do przestronnego baru , gdzie oddała się przyjemności podziwiania danego prezentu , ale także możności spoglądania z oddali na sylwetkę młodego Austriaka, której obraz towarzyszył jej nieustannie od kilku dni.
 ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ
Chciała zapomnieć , tak bardzo pragnęła wymazać ze swojego umysłu chwile , które kiedyś wypełniały cały jej świat. Tak dosadnie chciała pozbyć się wspomnień , pamięci , uczuć , które jednak nie odeszły ... Obudziły się z długiego snu , jakby jeszcze silniejsze i okazalsze... Pytanie tylko dlaczego? Czy myśląc , że już nie kocha , nie czuje zupełnie nic oszukiwała samą siebie?  Przez te wszystkie dni żyła w kłamstwie , które sama sobie stworzyła? To możliwe? Możliwe , że kochała nie pamiętając? Może tak było o wiele łatwiej pokonywać kolejne z zakrętów , które stały tuż przed Nią? Może to właśnie strach przed cierpieniem skutecznie chronił jej serce przed odczuwaniem czegokolwiek? Przecież prawda była jedna. Kochała. Nadal. Bo czy można zapomnieć o uczuciu , które wzrastało przez lata , formując się godzinami , tworząc marzenia godne spełnienia? Czy można oddalić od siebie wszystko co związane jest z bliskością pomimo tego , że ta bliskość zadała największy z możliwych cierpień? Nie. Prawdziwej miłości nie da się zapomnieć. Nie można się jej pozbyć , co świadczyłoby jedynie o sztuczności naszego uczucia. Stojąc w bezruchu przyglądała się poczynaniom Austriaka, wzrokiem poszukując jego orzechowej tekstury , próbując odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań ... Bezskutecznie.
Odwracając się poczuła jedynie silne szarpnięcie , które zwiastowało bliskość szatyna względem jej osoby. Obecność , o którą modliła się w duszy , a przeklinała w myślach. Tęczówkami , które nie zdradzały zupełnie nic , tak jakby wypełniała je jedynie nicość spojrzała na twarz Schlierenzauera. Wszystkie uczucia zachowała w sobie , emocje z którymi toczyła zaciętą walkę przegrały z silną wolą wyzbycia się szatyna z umysłu. - W czymś mogę Panu pomóc? - odezwała się usilnie próbując zatrzymać drżenie swojego głosu.
- Jesteś zazdrosna? - uśmiechnął się nie mogąc przyswoić obecnej postawy szatynki. Nie mógł zrozumieć jej zachowania , nie potrafił odczytać z jej zielonych tęczówek czegokolwiek co pomogłoby mu znaleźć chociażby najmniejszy punkt zaczepienia , który ułatwiłby dalszą drogę. - Nie ukrywaj tego , a może uda Nam się coś na to zaradzić... - przemówił ponownie minimalizując całkowicie odległość jaka dzieliła go od Oliwii. Ujął delikatnie jej dłonie , nie poprzestając penetrowania jej źrenic swoim spojrzeniem. Nadal miał nadzieję , iż ujrzy w jej spojrzeniu to samo ciepło , łagodność , troskę co jeszcze kilkanaście godzin temu w parku.
- Niby tak bardzo się różnicie , a taktykę wciąż macie taką samą... - odezwała się wyswobadzając swoje dłonie z uścisku silnych dłoni Tyrolczyka. - Twoja stosunkowa łagodność przeplatana z jego chamstwem , zaborczością i obłudą... - zaczęła, a po jej policzku spłynęła niekontrolowanie słona ciecz. - Dzień jak co dzień, tylko Wy co rusz przeobrażacie inne maski... - zakończyła opuszczając restauracje.
Wpatrywał się w jej oddalającą się sylwetkę , próbując pojąć przekazaną informację , starając się zrozumieć  jej tok myślenia , zrozumieć  uczucia , które tak bardzo chciała przed Nim ukryć , niepotrzebnie... Niemalże natychmiast podbiegł do niej zamykając jej drobne ciało w swoim uścisku.... Impuls , którego nie przewidział , a ten który się zdarzył niezależnie od tego jakie miał w swojej głowie cele. Czuł , że cierpi , że z każdą jego bliskością ból staje się coraz większy jednakże nie rozumiał tego ... Chciał , a nie potrafił pojąć , może i połączyć faktów z przeszłości , aby utworzyć jedną składną całość.
- Nie rób tego Gregor , nie pozwól mi znów na to , abym za wiele sobie obiecała, proszę Cię... - szepnęła ocierając niezdarnie kolejne z kropli na swoim policzku. Powoli odsunęła się od Austriaka patrząc na jego zatroskaną twarz. Jej oczy mówiły wszystko , zdradzały emocje , których nie chciała uzewnętrzniać , jednakże oczy to okno dla duszy , one powiedzą wiele , wystarczy jedynie nauczyć się odczytywać ich przekaz.
- Znów? - zapytał po raz kolejny tocząc ze sobą wewnętrzny bój. Trwając w walce ze swoją pamięcią , w której już na początku był przegranym. - Powiedź mi do cholery o co tu chodzi?! Czy my się znaliśmy? Czy ja wyrządziłem Ci jakąś krzywdę , że teraz tak bardzo się mnie obawiasz? - złapał ciało szatynki w swe dłonie potrząsając  nim delikatnie , aby uzmysłowić jej to jak bardzo chce poznać prawdę , jak wiele oczekuje od Niej , jak ważna jest dla niego szczerość, która rozjaśniłaby mu wiele spraw.
- Gdybyśmy się kiedykolwiek znali nie zadawałbyś mi tego typu pytań Schlieri... - Stało się. Po raz pierwszy zrozumiał , pojął w swoim umyśle coś więcej niżeli tylko swoje potrzeby czy skryte pragnienia. Otrząsnął się mając przed swoimi oczyma obraz sprzed kilku lat. Twarz zagubionej niezbyt urokliwej dziewczyny , postać która ze zeszklonymi oczyma , bezsilnością , cierpieniem opuszczała jeden z pokoi hotelowych zakopiańskiego hotelu. Kobietę , której imienia nawet nie pamiętał , a która jako jedyna zanadto dała ponieść się wyobraźni snując wizję związku , której od nigdy jej nie obiecywał. Nikomu jej nie obiecywał , a jednak to ona tego wymagała.... Stał wpatrując się w sylwetkę Polki , która tak bardzo się zmieniła , a której oczy nadal pozostały te same. Hipnotyzujące , magiczne .... wypełnione po brzegi bólem zupełnie jakby cofnął się kilka lat wstecz. Wtedy ... Tamtego dnia jej spojrzenie było wierną kopią tego co analizował teraz. - Nigdy nie będziesz szczęśliwy postępując w ten sposób Schlierii... - usłyszał jej głos . Dokładnie ten sam potok słów , po którym rozbrzmiało jedynie głośne trzaśnięcie drzwi, a teraz? Teraz nie było już nic... krzyku , pretensji , histerii , domagania się złożonych obietnic.... Pozostawiła po sobie jedynie ciszę i woń swoich subtelnych perfum, które pieściły jego nozdrza. Nie mógł jej zatrzymać. Nie potrafił spojrzeć w oczy kobiecie , którą tak bardzo zranił.
 ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ
Życie jest skończonym kawałkiem czasu, który został Nam podarowany jak czysta kartka do pokolorowania, zabazgrania albo zmięcia i wyrzucenia do kosza na śmieci.... Mówi się, że czas leczy rany. Są jednak takie, które mimo upływającego oceanu sekund za nic nie chcą zamienić się w blizny i w końcu zniknąć. Są jeszcze okazalsze , a my w gonitwie  za nowymi wyzwaniami nie możemy się z Nimi uporać.
- Oli wszystko z Tobą w porządku? - usłyszała głos jednego z mężczyzn , który zatroskanym spojrzeniem wpatrywał się w jej zeszklone od łez oczy. Nie mógł zrozumieć tego co się dzieje , jednak podświadomie wiedział , a może i domyślał się powodu smutku szatynki. Powoli podszedł do niej tuląc ją delikatnie do siebie. - Może i nie znamy się za dobrze , ale możesz na mnie liczyć , wiesz o tym prawda? - zapytał unosząc lekko jej podbródek ku górze.
Poczuła jedynie wszechogarniające ciepło jego ciała , bezgraniczną dobroć , zrozumienie w każdym słowie... Czuła się tak , jakby w ogóle nie musiała mówić , a brunet pojął by wszystko co ją trapi w mgnieniu oka. Utwierdziła swe spojrzenie na jego twarzy uśmiechając się lekko , by choć na chwilę oderwać myśli od znienawidzonych wspomnień. - Wiem Krafti , wiem... - odezwała się ochrypłym głosem tuląc się do skoczka, by jeszcze przynajmniej przez moment poczuć jego dobroć , energię która w niewytłumaczalny sposób uspokajała jej rozdygotane ciało. - Mam dość przeszłości , która ciągle powraca nie dając o sobie zapomnieć. - wyszeptała bardzo cicho , lecz na tyle skutecznie , aby jej słowa dotarły do uszu Austriaka.
Gładził delikatnie jej kasztanowe włosy zastanawiając się nad sensem słów , które usłyszał , nad odpowiedzią którą mógłby udzielić ... radą wyrażoną w sposób , który pozwoliłby Oliwii odetchnąć chociażby na moment , uśmiechnąć się tak jak robiła to dotychczas...  Wyjątkowo i magicznie. Tak , jak uśmiechać potrafi się jedynie ona. - Nigdy nie byłem przednim mówcą , ani nikim na tyle dobrym , aby udzielać wszechstronnych rad , ale wiesz... - zaczął zagłębiając swoje źrenice w zielonej teksturze oczu Jaworskiej , by uzmysłowić jej , iż jego wywód jest szczery , nie zależny od czegokolwiek , że słowa których używa płyną z jego serca i duszy... - Nie sądzę , aby to iż próbujesz zapomnieć o przeszłości w czymkolwiek Ci pomogło. Bo widzisz przeszłość to wspomnienia , a one będą zawsze bez względu na wszystko , nie zapomnisz o Nich bo one z kolei tworzą Ciebie , Twój charakter , usposobienie , to jaką stałaś się osobą ... Próbując odciąć się od przeszłości to tak jakbyś chciała zapomnieć o samej sobie. - uśmiechnął się subtelnie składając na policzku Polki całus. - Nie warto marnować czasu na smutek ... - dopowiedział mając nadzieję iż chociaż w najmniejszym stopniu pomógł zagubionej dziewczynie.
Jedno krótkie spojrzenie , jeden dotyk , jedno krótkie a jakże mądre zdanie pozwoliło na uśmiech. Szczery , niczemu nie przyporządkowany , radość wyrażoną przez Nią samą.  Zrozumienie , które otrzymała od postaci bruneta , a które de facto pozwoliło jej na spojrzenie na istotę przeszłości w całkowicie inny sposób niż dotychczas... Bo przecież o wiele lepiej i korzystniej jest pogodzić się z losem , zaakceptować go , wyciągnąć wnioski , niż nieudolnie wmawiać sobie , że czegoś lub kogoś nigdy nie było w naszym życiu. - Jesteś nieoceniony Stefan. - oznajmiła składając na policzku skoczka całus. Gest subtelny , niezbyt wylewny , ale wyrażający wdzięczność i podziękowanie za pomoc , która nadeszła w odpowiednim momencie.
- No proszę , proszę... - rozległ się głośny baryton nadchodzącego skoczka narciarskiego imieniem Thomas. Podchodząc bliżej skrupulatnie zlustrował postać Polki , która nadal grzęzła w ramionach młodego Krafta. Widok , który nie był dla niego czymś pożądanym , a który dosadnie zranił jego męskie ego. - Ktoś Nas tu ostatnio umoralniał , a sam postępuje o wiele bardziej okazalej niż się do tego przyznaje... - skierował swoją wypowiedź w kierunku Stefana  nie zaprzestając obserwacji i analizy jego gestów w stosunku do Jaworskiej. - Cicha woda brzegi rwie... - zadrwił czekając na jakąkolwiek reakcje ze strony stojących osób.
 ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ
Oddaliła się posyłając jedynie wdzięczne spojrzenie w stosunku do młodszego Austriaka , po czym skierowała się w kierunku jednej z wind znajdującej się na piętrze. Wbrew wszystkiemu poczuła się lepiej , odetchnęła z ulgą , akceptując w sposób oczywisty swoją wcześniejszą postawę. Znikając w pomieszczeniu metalowej windy przymknęła powieki , aby utrzymać jak najdłużej w swoim ciele pozytywną energię , którą otrzymała od Krafta , nawet nieświadomie.
- W czym on jest lepszy ode mnie? - zdało się usłyszeć głos , który doskonale znała. Barwę , która obrazowała jedynie jedną postać. Thomasa Morgensterna. Uniosła powieki ku górze lustrując  pytającym wzrokiem postać niebieskookiego mężczyzny , który zbliżył się do Niej na nieludzko bliską odległość. 
- Słucha i myśli , a to chyba wystarczająco dobry argument? - zapytała neutralnym tonem swojego głosu. Jej ciało nie drgnęło nawet pod palącym dotykiem dłoni Austriaka , która opięła jej talię przywierając do niej jeszcze szczelniej.
- Czyli , że ja jestem głuchy , a do tego nie posiadam mózgu , tak? - zaśmiał się kierując swoje spojrzenie na panel sterujący , na którym znajdowały się przyciski poszczególnych pięter. Jednym szybkim ruchem wcisnął jeden z przycisków , który automatycznie zatrzymał windę pomiędzy kolejnymi z pięter blokując jednocześnie rozsuwane drzwi. - Coś chyba niechcący popsułem... - uśmiechnął się łobuzersko zbliżając swoją twarz do szyi szatynki składając na jej skórze drobne pocałunki.
- Thomas zrób coś z tym! - krzyknęła wpadając w ramiona Austriaka trzęsąc się , nad czym straciła jakąkolwiek kontrolę. Od dziecka obawiała się małych pomieszczeń , a szczególnie tych mechanicznych , których próbowała unikać za wszelką cenę ... A teraz? Gdy stojąc pomiędzy czterema metalowymi ściankami , które w żaden sposób nie drgną wskazując ruch strach powrócił o wiele silniejszy. - Thomas proszę! - krzyknęła nerwowo naciskając kolejne z guzików.
- Mówiłaś coś , bo nie dosłyszałem ? - zaśmiał się ujmując w swoje silne dłonie roztrzęsioną istotę dłoni szatynki zamykając jej ciało w szczelnym uścisku , który sprawił iż na jego twarzy pojawił się rumieniec , a ciało w przyjemny sposób zalało się wszechstronnym ciepłem. - Chyba będziemy musieli poczekać na pomoc , bo jak zdążyłaś się przekonać nie potrafię myśleć , więc nic z tym nie zrobię... - skinął głową w kierunku palety przycisków uśmiechając się .
Zamknęła powieki , oddychając głęboko , a po jej policzkach spływały łzy odzwierciedlające jedynie strach , który coraz dotkliwiej odczuwała , panikę , której nie potrafiła opanować , a która ukazała się w jej trzęsącym się coraz wyraźniej ciele. - Proszę Cię .. - szeptała pozostając nadal w objęciach Morgensterna.
Gładził delikatnie jej włosy , wsłuchując się w jej nierównomierny , coraz szybszy oddech. W żadnym wypadku nie chciał , aby odczuwała strach jednakże widział w tym szansę dla siebie , dla swojej osoby i pożądania , które odczuwał względem postaci Jaworskiej. - Czyli mam rozumieć , że jednak nie jestem tak beznadziejny jak do tej pory śmiałaś twierdzić? - zapytał siląc się na ton głosu pozbawiony najmniejszej cząstki triumfu , który szatynka mogłaby odebrać w sposób przez niego niechciany.
- Proszę Cię Thom... Nie chce tu dłużej być... - powtarzała usilnie próbując skontrolować drżenie swojej postury , próbując zapanować nad ilością wdychanego powietrza , nad myślami , które dotkliwie ubarwiały zaistniałą sytuację. - Zrobię co chcesz , tylko proszę wyciągnij Nas stąd. - wyszeptała już nieco spokojniej niż dotychczas.
- Pocałuj mnie.. - rozbrzmiał ujmując podbródek Polki w sposób nadzwyczaj delikatny , całkowicie nie pasujący do postawy jaką raczył przedstawiać  swoim postępowaniem. .. Widząc jak usta Oliwii zmierzają ku jego wargom odsunął się minimalnie.... - Ale nie tak zwyczajnie... - zaczął penetrując  wzrokiem źrenice dziewczyny , by uzmysłowić jej jak wiele zależy od gestu , który wykona. - Zrób to w taki sposób , jakbyś składała pocałunek na ustach osoby , którą kochasz bezgranicznie , tak jakby od tego gestu zależała Wasza przyszłość... - zakończył czekając na reakcje Oliwii.
Nie przedłużając zbliżyła swe usta do warg Thomasa , po czym wpiła się w nie bardzo delikatnie wkładając w zaistniałą pieszczotę wszelkie gromadzące się w jej ciele emocje. Strach , panikę , złość , bezradność.... uczucia skrajnie różniące się od zarysu jaki przedstawił Morgenstern aczkolwiek równie ważne , a w szczególności posiadające magię , która potrafiła sprawić , aby pocałunek przez Nią zainicjowany wypadł nadzwyczaj przekonująco i pozwolił jej uwolnić się z przytłaczającego miejsca.
Czując jej pełne wargi na swoich uśmiechał się podświadomie przedłużając zaistniałą pieszczotę... Pocałunek , który jego zdaniem był zapoczątkowaniem jego starań , a w szczególności planu , którym nadal się kierował w całkowitym posiadaniu Polki.  Swoją lewą dłoń skierował na panel wznawiając pracę zatrzymanej maszyny , po czym powrócił nią na jedwabną skórę policzka Polki , który delikatnie gładził pogłębiając pocałunek.
Usłyszawszy sygnalizujący dźwięk otwierających się drzwi odsunęła się delikatnie od postaci Morgensterna zawieszając swój wzrok na sylwetce mężczyzny , który stał w bezruchu po drugiej stronie. Jego wzrok wodził po istocie postury Oliwii i Thomasa nie potrafiąc odnaleźć miejsca w którym potrafiłby się zatrzymać. Wyraz jego spojrzenia całkowicie różnił się od tego co prezentował każdego dnia. Czekoladowa tekstura przyćmiona niezrozumieniem , zawiedzeniem nie lśniła już tak okazale jak dotychczas. Bez słowa odwrócił się znikając  za liczną ilością hotelowych ścian.
 ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ
Życie dość często wymusza na Nas zachowania , o których nigdy nie pomyślelibyśmy w sposób który moglibyśmy zrealizować sami... poddać się czynnością , które o wiele bardziej raniłyby Nas niżeli sprawiły jakikolwiek pozytywny bodziec naszego umysłu czy też ciała. Zdawała sobie sprawę , że oszukując przyjaciółkę postępuje niezgodnie z zasadami relacji jakie je obowiązują , jakie są adekwatne do więzi przyjaźni , którą obie tworzą. Musiała wybrać , a co ważne wywiązać się z obietnicy którą złożyła kilka dni wcześniej... Obietnicy zwiastującej jej cierpienie , ale i dającej nadzieję na chwilowe szczęście, które de facto chciała posiąść. .. Nie przemyślała jedynie tego , iż osobą , która najbardziej odczuje jej postępowanie będzie Oliwia.
Szatynka , która zostanie postawiona w sytuacji , do której nigdy sama by nie doprowadziła , do momentu w którym stanie pomiędzy relacją z Thomasem , a przyjaźnią z Joanną? Ale czy tutaj może być mowa o tak ważnej relacji jaka jest pomiędzy Polkami , skoro jedna z Nich nawet przez moment nie zawahała się w swoim postępowaniu? Idea bardzo prosta , wymagająca jedynie wyrozumiałości i skłonności do przemyślenia poszczególnych czynności.
- Czy Ty wiesz co robisz Thomas? - odezwała się wchodząc do jednej z kawiarni , w której zamiast blondynki zasiadł uśmiechnięty Austriak. Widok jego iskrzących blaskiem niebieskich tęczówek , wprawiał jej drobną sylwetkę w zakłopotanie nie tylko z powodu sytuacji jaką zastała , a głównie za sprawą jego obecności.
- Czego się napijesz? - wstał ignorując wcześniejsze odgłosy , które zapoczątkowała szatynka. Wolnym krokiem podszedł w jej stronę odsuwając krzesło od jednego ze stolików nie poprzestając na lustrowaniu wzrokiem jej nienagannej sylwetki. - Słyszałem , że mają tutaj przepyszną szarlotkę , skusisz się? - poinformował pytającym tonem swojego męskiego barytonu stojąc nieruchomo przy postaci Jaworskiej.
- Thomas Ty na prawdę jesteś aż tak bardzo wyprany z uczuć , żeby w tak okrutny sposób ranić Aśkę? - zapytała siadając na drewnianym krześle , mając już dość unikania czy też niedokończonych , niezrozumiałych rozmów z Austriakiem. Czas najwyższy określić swoją pozycję w relacjach , które zaczęły powoli przerastać jej umysł , czas aby poza krzykami , pretensjami uzmysłowić blondynowi iż jego postępowanie jest karygodne , a najczęściej straszliwie raniące w stosunku do bezbronnych kobiet.
- Nikogo nie ranię. - odepchnął natychmiast atak na swoją osobę nie ukrywając zdenerwowania i złości , które przelewały się w widoczny sposób w jego tęczówkach. Grał.
Przecież oczywistym jest , iż wykorzystywał Joannę świadomie wymagając od Niej rzeczy , których nie zrobiłaby w neutralnych warunkach ... A czy wykorzystywanie nie jest odpowiednikiem cierpienia?
- A to , że prosisz Joannę , aby aranżowała spotkanie ze mną wiedząc jakie są jej uczucia względem Twojej osoby jak nazwiesz? - zapytała nad wyraz spokojnie nieprzerywanie patrząc w niebiańską istotę tęczówek skoczka. Oczekiwała jedynie szczerości i jasności w generowanych przez niego wypowiedziach. Niczego zmyślonego , nadzwyczajnego ... zwykłego ludzkiego odruchu , który pozwoli jej ocenić kim tak naprawdę jest Thomas Morgenstern w jej oczach.
- Niczego jej nie obiecywałem. - zakomunikował dość oschle odwracając swój wzrok , by nie pozwolić na to , aby przebiegłe spojrzenie Polki analizowało to co tak naprawdę poczuł słysząc opinię jaką posiada na jego temat. Może nie było to na tyle ważne dla Niego , ale jednak istotne ... Bo przecież pomimo tego co pokazujemy na zewnątrz , w jakie sposób się uzewnętrzniamy każdy z nas ma uczucia. Najmniejszą ich cząstkę ...  - Do niczego jej nie zmuszałem , więc nie rozumiem Twoich pretensji. - zagrzmiał rozglądając się nerwowo po pomieszczeniu.
- To Twoje życie i nie powinnam się w nie mieszać , ale pech chciał , że Twoje postępowanie dotyczy również mojej osoby , więc ... - zaczęła wymuszając na skoczku spojrzenie na jej zaczerwienioną od zimna twarz. - Nie życzę sobie , abyś poprzez swoje pomysły związane ze mną ranił Aśkę, rozumiesz? - zakomunikowała łagodnie.
- Czekaj , czekaj ... Bo nie wiem czy dobrze zrozumiałem... - tym razem obdarował Polkę swoim zamglonym spojrzeniem wdychając do płuc dawkę powietrza. - Jeżeli z Tych moich pomysłów jak śmiałaś to nazwać wykreślę Aśkę , mamy szansę na poznanie się bliżej ? - rozbrzmiał zbliżając się wolnym krokiem do Jaworskiej. Znał doskonale odpowiedź na zadane pytanie , jednakże chciał usłyszeć je z ust szatynki.  Z subtelnym uśmiechem całkowicie zminimalizował odległość ich ciał gładząc delikatnie policzek kobiety.
- Jeżeli całkowicie zmienisz swoje postępowanie , znajdziesz jakiś cudowny lek na to , abym zapomniała o Twoich wybrykach z przeciągu kilku dni to czemu nie? - uśmiechnęła się sztucznie odsuwając się od skoczka. W jednej chwili zrozumiała , iż jej słowa są całkowicie niepotrzebne , że myśl którą ma do przekazania jest tak niejasna dla blondyna , że nic tego nie zmieni.
- Każdy zasługuje na drugą szansę. - powiedział twardo ponownie zbliżając się do Polki. Objął dłońmi jej smukłą talię , oddechem penetrując okolice jej szyi. - A poza tym nie rozumiem co jest złego w moim postępowaniu.... - spojrzał na zielonooką z udawanym niezrozumieniem , które odzwierciedlały jego tym razem zielone źrenice.
- Nie liczysz się z uczuciami innych ludzi co pokazałeś dokładnie w stosunku do Joanny , nie uznajesz żadnych zasad w stosunku do kobiet , wszystkie jesteśmy dla Ciebie jedynie panienkami na jedną noc ... Spójrz na postępowanie Gregora , a uwierz mi na słowo , że zobaczysz w nim również swoje ... - dodała nie do końca wiedząc czy postępuje słusznie wyrażając swoją opinię na temat Morgensterna.
- Nie rozmawiamy o Schlierim , tylko o Nas do cholery! - krzyknął nieświadomie iż posuwa się do tak skrajnej zmiany tonu swojego głosu. Nie znosił porównywania jego osoby z kimkolwiek , co było równoznaczne z tym iż nikomu na te porównania nie zezwalał. - Poza tym kim Ty jesteś , aby oceniać moje zachowanie? Moje i Gregora. Różnimy się od siebie i to bardzo! - zacisnął dłonie w pięść , by zatrzymać napływ niepożądanych emocji.
- Dokładnie nikim. - odpowiedziała zakładając na swoje ramiona płaszcz. Cel rozmowy , który sama zaplanowała nie spełnił jej oczekiwań. Potoczył się własnym torem , sprawiając jedynie niepotrzebną nikomu zawiść , niezrozumienie ... Poczuła się bezradna . Tak jakby jej słowa odbijały się echem od pustych ścian , a czy miała prawo czegokolwiek oczekiwać? Nie.
- Przepraszam... - wyjąkał cicho ujmując w swoje ręce istotę drobnych dłoni Polki.  Nie potrafił zapanować nad pożądaniem , które opięło całe jego ciało , nad rozkoszą , której chciał doznać za sprawą Jaworskiej , za chęcią posiadania jej w swoich ramionach. Nie zważając na nic wpił się z zachłannością w jej wargi sprawiając iż emocje które w Nim panowały skumulowały się w jedną całość , sprawiając iż pocałunek , którego był sprawcą stał się jeszcze zachłanniejszy i agresywniejszy niżeli początkowo miał w zamiarze.
Poczuła jedynie nacisk na strukturę swoich pełnych warg , który  z każdą sekundą był silniejszy... Nie potrafiła przydzielić pieszczocie odpowiedniego określenia w swoim umyśle , gdyż do żadnej ze znanych jej pieszczot gest blondyna nie pasował. Odwzajemniła go jednak , nie chcąc prowokować kolejnych skrajnych sytuacji szczególnie w publicznym miejscu , gdzie nadal oboje się znajdowali.... W wyczekiwaniu czekała na zakończenie gestów Austriaka , gdy usłyszała obok siebie kobiecy głos. - Liczę  na to , że nie będziesz oszczędzał mi podobnych pocałunków kochanie. - oznajmiła brunetka patrząc z uśmiechem na postać Morgensterna. Jeden konkretny cel , jedno zaproszenie na , które z zadowoleniem przystała , jedno słowo wystarczyło , by zapomniała o tym co w życiu ważne na poczet kilku chwil u boku wymarzonego mężczyzny.
- Dokładnie taki sam. - odezwała się Oliwia ze zdezorientowaniem patrząc na postać Morgiego , który już tonął w spojrzeniu urokliwej brunetki. Wszystko w jednej chwili stało się jasne , a czyny i słowa odeszły w zapomnienie... cóż pomimo bólu w sercu i niezrozumienia w duszy z przeszłością należy się oswoić , bo przecież o wspomnieniach , które zalegają gdzieś na dnie nie da się zapomnieć.
ᶫᵒᵛᵉᵧₒᵤ
Thomas.
Jedynym moim błędem był fakt , iż nie przemyślałem do końca swojej taktyki. Umówiłem się z 'Oliwią' zapominając o spotkaniu jakie zaplanowałem w stosunku do urokliwiej brunetki poznanej w hotelowym barze wczorajszego wieczoru. Cóż. Jestem tylko człowiekiem , a co się z tym wiąże popełniam błędy... Te większe , mniejsze ... te istotne i mniej zauważalne.
Strony medalu są zazwyczaj dwie , tak jak i w tym wypadku. Bo przecież spotkanie z Jaworską zmierzało ku dobremu pomimo kilku gorzkich słów z jej strony , czy też nie do końca przemyślanych ruchów przeze mnie.... Jednak pojawiła się ona i czas prysł.
Żałuje , bo byłem niemalże u celu , który sobie postawiłem względem Polki , ale czy to na prawdę ma aż taki sens? Nie ten moment to inny , nie dziś to jutro..
Zyskałem coś co pozwoliło mi opanować swoje pożądanie. Noc spędzona w bliskim otoczeniu niskiego wzrostu kobiety. Bez zbędnych rozmów , pytań , odpowiedzi ... bez obietnic , których i tak nigdy nie dotrzymam. Coś kosztem czegoś... Ale czyż takie nie jest życie? Dostajemy tyle na ile sobie zapracujemy , otrzymujemy to co chcemy jedynie wtedy , gdy sami sięgniemy po tą zdobycz. ... Nic nie ma za darmo. Nic.
Stefan.
Powoli , małymi krokami w swojej pamięci zacząłem kojarzyć fakty. Sprowadzać wszystko do wspólnego mianownika jakim jest Oliwia. Mój umysł w jednej chwili rozświetlił się ukazując to co pomogłoby mi złożyć wszystkie elementy w całość. Potrzebowałem jedynie jednej osoby , która potwierdzi moje przypuszczenia. Potwierdzi , iż to co się dzieje w mojej głowie jest realne , a co ważniejsze ma podstawy do z powielenia z przeszłością. Jedna rozmowa wyjaśni wszystko.
Joanna.
Zraniłam ją, zdradziłam a co ważne zrobiłam to jak najbardziej świadomie, chcąc zyskać jedynie coś dla siebie. Coś co stało się dla mnie najważniejsze ... Coś co jest jedynie krótką chwilą ... Momentem , który śmiałam równać z przyjaźnią.... Teraz zabolało. Zadało ogromny ból w momencie , gdy doszło do mnie to czego tak naprawdę nigdy nie będę posiadała...
Widząc Thomasa , który składa pocałunek na ustach Oliwii moje serce zamarło na chwilę , a powieki pokryły się falą łez ... Słonej cieczy , która stała się orzeźwieniem dla mnie i mojego umysłu... Zmieniła tak wiele , powodując iż powróciłam do rzeczywistości... Brutalnej , ale jednak mojej... Tej w której nie ma miejsca dla Thomasa Morgensterna , tej w której zawsze królowała przyjaźń i szczerość w stosunku do innej... Tej , do której powrócę wszystkimi możliwymi sposobami.


-------------------------------

Rozdział z opóźnieniem spowodowany emocjonującym weekendem.
Ze specjalną dedykacją dla Was kochane , za wsparcie i motywację do dalszej pracy!♥
Jakieś pomysły na dalsze losy bohaterów?
Lillehammer!♥♥♥
Nie mogłam się powstrzymać ( patrz niżej)
Wasza Ann.